Cukierkowy lajf

Kiedyś mnie zabraknie…

               Zanim pojawiłem się w domu był ktoś inny, ktoś kogo moja mama kochała najbardziej na świecie. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, wbrew wszystkiemu i trochę na przekór całemu światu. Miłość na którą nie było miejsca. Jak się jednak okazało kompletnie zdominowała i odmieniła im życie. Ona nauczyła ją cieszyć się z najmniejszych rzeczy, dla wielu niezauważalnych gestów. Zwykłych, prozaicznych jak ciepłe dni,  kwitnące kwiaty czy słony zapach morza; to wszystko niby zawsze było, ale na co dzień mało kto to zauważa… ona zaczęła. Doceniała wszystko inaczej i bardziej niż kiedyś. Wiecie jak to jest kiedy ktoś jest ciągle obok…  Zawsze mówimy sobie: następnym razem mu powiem jak bardzo go kocham Albo jak bardzo się cieszę że po prostu jest. Ale mama tak nie robiła. Dla niej właśnie każdy dzień był taki jakby miał być tym ostatnim, chyba podświadomie czuła, że ten czas będzie krótki 🙁
Każdą chwilę spędzały razem; zabierała ją wszędzie, absolutnie wszędzie ! Wpatrzone w siebie jak w święty obraz. Była niesamowicie zlęknionym psem. Prawdopodobnie została potwornie skrzywdzona przez człowieka, ale to nie odstraszyło mojej mamy; wręcz przeciwnie wiedziała, że musi jej pomóc. Poczuła misję, więc nie bacząc na nic zabrała ją do domu, mimo że psów Ci u nas dostatek. Z pomocą cudownych osób bardzo szybko odzyskała cała radość życia, pozbyła się strachu, a swoim optymizmem potrafiła zarazić każdego ! Niestety los zadrwił z uczuć tej dwójki i zabrał im te miłość szybciej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać… A już na pewno nie mama…
Ktoś z was mógłby teraz powiedzieć o co ten cały raban ? przecież to tylko zwykły pies w dodatku ze schroniska i kundel ! Taki zupełnie darmowy jakich pełno na świecie. Nie dla mojej mamy… BO dla niej był najcenniejszym skarbem, oddała by wiele by móc cofnąć czas.
Jedyne czego los im nie poskąpił, to czas na pożegnanie, w noc poprzedzającą te straszą tragedie moja mama miała sen. Śniła, że samochód zabił jej ukochaną sunię. Wstała zapłakana zaczęła ją tulić i całować, ale nie tak jak każdego dnia. Tylko właśnie tak jakby ten miał być już ostatnim. Zupełnie nie przeczuwała, że już za chwilę ten sen stanie się potworną rzeczywistością 🙁

Nastał wtedy straszny czas… bezkresnego cierpienia, płaczu i bólu niemalże fizycznego, ciszy… Wiem o tym bardzo dobrze bo chwilę później się pojawiłem. Zresztą mi opowiedziała i bardzo często nadal mi o niej mówi. Dokładnie pamiętam to. Ja byłem taki mały, a mama patrzyła na mnie, śmiała się z moich wygłupów, a łzy leciały jej same z oczu 🙁 Wiecie nie mam do niej żalu. I to nie tak że mnie do niej porównuje bo ona wie, że tak nie można, każdy jest zupełnie inny i nie da się kogoś zastąpić. Można jedynie próbować złagodzić ból po stracie, albo zakochać się na nowo… I dać szanse drugiemu zwierzakowi, uratować go. Właśnie tak zrobiła moja mama.

Nie zamknęła się na pomoc, przysięgła sobie, że przygarnie jakąś bidę, właśnie wtedy napatoczyłem się Ja 🙂 

Myślicie sobie czasami, że wasze życie to dzieło przypadku, ciągu rożnych zdarzeń niezależnych od was? Albo, właśnie zupełnie odwrotnie, że nic nie dzieje się przez przypadek i zawsze coś po coś ? Ja obstawiam ten drugi wariant zaraz wytłumaczę wam dlaczego…

Podobno wszystko ma swój czas i miejsce tak było ze mną. Kiedy się urodziłem nikt mnie nie chciał. Wiecie byłem taki zwykły, jakich całe miliony na świecie. Tyle, że słodki bo mały. Nic nadzwyczajnego, bo schroniska są pełne takich uroczych zwierzaków, które kiedyś też były takie słodkie jak ja.
Kiedy miałem cztery tygodnie, samochód zabił moją psią mamę. Dosłownie chwile wcześniej zginęła w ten sam sposób sunia mojej obecnej mamy, widzicie tu związek ? Jakby sygnał z zaświatów ! Teraz myślę sobie, że być może one poświęciły swoje życie dla mnie ? Mimo, iż podobno szczeniaki szybko znajdują dom, przynajmniej tak mówi moja mama; to mi ten dom jakoś nie był pisany. Byłem jak to się mówi, mało adopcyjnym psem. Sprawiałem dużo problemów wychowawczych, dlatego mama zdecydowała, że mnie nie odda ( dokładnie to tata pisałem już wam o tym). Bała się że ktoś mnie będzie bił albo wrócę z adopcji. Czasami opłaca się być niegrzecznym 😉
Widzicie teraz dlaczego trzeba ciągle wierzyć, że to co najlepsze jeszcze przed nami ? Życie czasami bardzo nas doświadcza 🙁 Pewnie boicie się, że jeśli za szybko weźmiecie nowego psa, to ten który odszedł będzie miał żal czy coś takiego… zupełnie niepotrzebnie ! Można w jakiś bardziej cudowny sposób okazać miłość do zwierząt niż ratując kolejne ? No nie można i zapewniam was, że ten poprzedni byłby wam bardzo wdzięczny. Cieszyłby się z tego, że nie jesteście już sami, bo kochał was najmocniej na świecie i chciałby tylko tego co najlepsze dla was.

Ten post chciałbym zadedykować mojej poprzedniczce… To dla Ciebie…Molly <3  Ps. opiekuję się mamą najlepiej jak potrafię. W domu ciągle są Twoje rzeczy i będą tu zawsze. Masz super wygodną leżankę; trochę dziewczyńska, ale to nic 😉 Dostałem miseczkę po Tobie i kosteczkę której nie zdążyłaś jeść. Biegaj za tęczowym mostem Molly i nic się nie martw ja tutaj czuwam…

1 thought on “Kiedyś mnie zabraknie…

  1. No i beczę… Pięknie… prawdziwie, rzeczywiście.. ,bo dusza wedruje, i „wszystko mija, ale prawdziwa miłość jest wieczna” – The Crow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *