smycze, TOP FOR DOG

Smycz automatyczna SAFARI od AMIPLAY, kłopot czy wybawienie?

Idąc pierwszy raz do psiego przedszkola czy na jakiekolwiek inne szkolenie, najpewniej usłyszycie, że smycz automatyczna to samo zło! Czy na pewno? Postaram się przedstawić Wam jej wady i zalety na podstawie smyczy Infini, którą dostałam do testów dla TOP for DOG od AMIPLAY. To pewnie żadna nowość dla moich obserwatorów, ale może jest jeszcze ktoś, kto nie wie, że Macio mój jedenastoletni senior, jest psem niesłyszącym od urodzenia. Mieszkam w samym centrum miasta, mimo że poświęcam na spacery poza miastem sporą część wolnego czasu, to nie wystarczy, by spełnić wszystkie potrzeby mojego małego myśliwskiego wilka. Nie wyobrażam sobie, by pozbawić go zatem możliwości węszenia w mieście nawet na krótkich spacerach, a nie oszukujmy się, smycz automatyczna jest tutaj niezbędna. Zapewnie nie bez znaczenia jest też fakt, że Macio jest idealnym kompanem do spacerów. Na smyczy zachowuje się wręcz wzorcowo, nie ciągnie, nie wyprzedza, nie wyrywa się, po prostu idzie krok w krok z człowiekiem. Jeśli wasz pupil zachowaniem przypomina mojego, to jesteście predestynowani do użytkowania tego rodzaju smyczy.

Istnieje też kilka niepisanych zasad prawidłowego i bezpiecznego użytkowania smyczy automatycznej. Jeżdżąc samochodem po mieście czasami serce mam w gardle, kiedy widzę osoby spacerujące z psami na smyczy automatycznej. Dokładnie wygląda to tak, że zbliżając się do przejścia dla pieszych, pies wybiega w przód na całą możliwość smyczy, a na końcu podąża opiekun. Wystarczy chwila nieuwagi lub drogowy pirat, a w ręku po psie zostanie nam jedynie smycz. Dlatego błagam! Używajmy smyczy z głową, miejmy ją zawsze zablokowaną na długości 1,5 m, by móc szybko reagować na wszelkie zagrożenia z zewnątrz, natomiast po dojściu do parku czy większego placu oczywiście korzystajmy z całej długości, jaką oferują nam tego typu smycze. Sytuacja oczywiście obowiązuję również w drodze powrotnej, do domu. Sama mieszkam w bloku z windą, to kolejne zagrożenie i tutaj można wymieniać bez końca, ale to nie oznacza, że smycz automatyczna jest zła.

Dla mnie to olbrzymie ułatwienie, gdy mogę kontrolować Macia, a jednocześnie pozwolić mu na odrobinę wolności. Behawioryści zasłaniają się tym, że prowadząc psa na smyczy automatycznej nie jesteśmy w stanie odczytać wszystkich sygnałów, jakie nam wysyła: kiedy zatrzymuje się, ucieka w jedną ze stron lub ciągnie. (Przez lata wypracowałam z nim taki język na smyczy automatycznej, więc da się!) Temat jest niezwykle złożony i z reguły zaprząta on głowę jedynie osób, które mają psy bardziej problematyczne. Mój Cukier jest takim psem, dlatego używam tę smycz z głową, bacznie go obserwując. Nie wyobrażam sobie biegać za nim z zwykłej smyczy, a puścić go ze smyczy też nie mogę. Dla większości opiekunów tak jak dla mnie smycz automatyczna to wybawienie. Do testów otrzymałam dwie taśmy pięciometrowe: jedną ze wzorem Safari, czyli panterką, a drugi już bardziej męski dla Cukierka w moro. Oba pieski zostały również obdarowane szelkami bezuciskowymi w rozmiarach M pasującymi do smyczy.

Bardzo mnie cieszy, że smycz INFINI jest taśmowa polipropylenowa (odblaskowa), z doświadczenia wiem, że sznurkowe bolą;), kiedy pies nią was oplącze. Występuje w dwóch rozmiarach: S 3m do 12kg oraz taka jak moja M 5m do 15kg. Należy zauważyć, lekko działający i niezwykle intuicyjny przycisk blokujący, jakby miał wspomaganie. Mechanizm jest cichy, chociaż miałam kiedyś smycz, w której był on praktycznie bezdźwięczny. Smycz nie zacina się, taśma zwija się prawidłowo, testując dwie smycze, wiem, że nie jest to kwestia przypadku, a dobrego produktu. Ubranko dla smyczy jest podszyte polarem, by chronić ją przed zarysowaniami, pomyślano także o zapięciu do pojemnika na worki lub przysmaki. Przy szelkach SCOUT SAFARI producent postawił na szybkoschnący materiał, który nie zawiera polaru jak przy obudowie smyczy, co akurat przy moich psach i miejscu zamieszkania bardzo się sprawdza. Nadmorskie spacery to nasza codzienność i tutaj bardzo zdają egzamin.

Ten zwierzęcy print, potocznie zwany panterkowym ma swoich zwolenników, jaki przeciwników. Jedno jest pewne z tą smyczą będziecie się wyróżniać na spacerach. Osobiście bardzo go lubię, mimo że nie wpisuje się on w kolory klasyczne, które wielbię. Stosowany z umiarem naprawdę zadaje szyku. Jeśli mimo wszystko poczujecie się chwilowo zmęczeni wzorem, wystarczy ściągnąć ubranko ze smyczy i mamy klasyczną czarną smycz. AMIPLAY to polska marka i cała produkcja również odbywa się na terenie naszego kraju, więc tym bardziej jestem dumna, że moje psy mogą chodzić w produktach rodzimej firmy. Znam wiele ich produktów i cały czas do nich wracam to chyba najlepsza rekomendacja.

4 thoughts on “Smycz automatyczna SAFARI od AMIPLAY, kłopot czy wybawienie?

  1. Czekałam na ten wpis baaardzo 🙂 my tez jesteśmy za korzystaniem smyczy rozwijanej ale jak piszesz z głową. U nas był mały problem ze piesek od małego był uczony chodzić na tej smyczy przez co musieliśmy trochę więcej z nią ćwiczyć, bo zaczęła ciągnąć. Teraz gdybym miała komuś polecić taką smycz to najlepiej kiedy pies jest już dorosły i potrafi chodzić na normalnej smyczy.🙂

  2. Dla moich psów tylko taśmy automatyczne! Mieszkam przy ulicy, nie ma mowy o spuszczeniu psów ze smyczy przy porannym spacerze, a prowadzenie dwóch psów, na metrowych smyczach, po zabrudzonych trawnikach nie należy do przyjemnych. Mój piesek też już głuchy, ale poniuchać przecież musi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *