Pusssek

Mamy Kota i co teraz?

Od dawna chciałam mieć kota, brakowało mi czegoś 😉 Cały czas o nim marzyłam, ale jakoś nie potrafiłam przejść z fazy marzeń do fazy realizacji. Najpierw mała Apolonia i układanie jej relacji z psami, później choroba i śmierć Aferki, żałoba, aż w końcu stało nadszedł odpowiedni moment. Jak widzicie w naszym domu nie może być nudno…

Jesienią, kiedy był okres grzybowy, jeździliśmy na naszą działkę, mamy tam starodrzew z przecudownymi dębami i brzozami, gdzie rosną kozaki i prawdziwki, więc zbieraliśmy je co kilka dni. Z działki obok przybiegały do nas trzy małe kociaki, jeden był szczególnym słodzikiem, kochał się tulić, no był idealny! Ewidentnie chciał do nas 😉 Kiedy po kilku rozmowach w domu ustaliliśmy, ok bierzemy go, okazało się, że już go nie ma. Razem z jego siostrą trafiły do naszych sąsiadów. Pomyślałam dobra, widocznie nie był nam pisany, wierze w przeznaczenie. Na naszym instastories zaczęły się gorączkowe poszukiwania tego idealnego kota. Każdego dnia dostawałam po kilka wiadomości o kociakach do wzięcia. Jednak cały czas utrzymywałam, że nie szukam kota na siłę, będzie, to będzie, sam się trafi. Wiedziałam jednak jaki ma mieć charakter. Z uwagi na domowników, czyli Cukierka z problemami behawioralnymi i Maciuszke z instynktem łowczym, jedno było pewne, to będzie ogromne przedsięwzięcie. Dlatego nie mogła wybrać kota na podstawie zdjęcia, bardziej liczył się dla mnie charakter niż wygląd. Miał się tulić, jeść i spać w łóżku. To były wymagania na kota do Cukierkowa 😉 Wtedy napisała do mnie Ewa (buziaki) z wiadomością, słuchaj mam kota dla Was. Jest mega słodziakiem, takie flaki z olejem, wiecznie śpi i rozpaczliwie potrzebuje człowieka. Kiedy pokazałam jego zdjęcie w domu, już było jasne, że to ten jedyny.

Oboje z mężem zakładaliśmy, że proces adaptacji zajmie długo, po cichu obstawiałam nawet pół roku. Nie brałam pod uwagę porażki, a jedynie dużego nakładu pracy. Pierwsza faza trwała tydzień i obejmowała jedynie wypoczynek kota po długiej podróży, bo aż z Radomia stąd jego ksywa Radomiak 😉 Daliśmy mu czas na oswojenie się z nową rzeczywistością zapachami, dźwiękami i nami. W tym czasie Puszek nie widział psów, ale czuł ich zapach. Kiedy psy wychodziły na spacer, kot miał do dyspozycji całe mieszkanie. Zachodziły też sytuację odwrotne, czyli kot w jednym pokoju, a psy wąchają jego rzeczy i kuwetę. Po tygodniu nastąpiła faza druga i tu zaczęło się robić wesoło. Dorosła część domowników chodziła z kotem na rękach w obecności psów, co je ostro pobudzało, natomiast każde samodzielne odejście od osoby z kotem było przez inną sowicie nagradzane smakołykami. Wszystko to miało na celu po pierwsze dobrze kojarzyć kota, po drugie sprawić, że rezygnacja z ekscytacji się opłaca. Maciek bardzo szybko, bo po jakichś dwóch tygodniach zaczął kojarzyć, że kota ruszyć nie wolno. Gorzej sytuacja miała się z Cukrem, ktoś zupełnie obcy na rękach u jego mamy! Mimo to wkrótce i on zrozumiał, że kot jest częścią mnie i ruszyć go nie wolno. Tylko jak teraz zrobić z kota odrębną część i by tej też Cukier nie ruszał?

Spotkania z psami były bardzo krótkie, początkowo nie trwały dłużej, niż cztery maksymalnie pięć minut. Wszystko też zależało od rozwoju sytuacji. Całą akcję bardzo mocno ułatwiał nam kot, który był wspomnianym „flakiem” i potrafił całą sesję z psem spać mi na rękach nieruchomo hahahah (mówiłam, że to ideał) W każdym razie, kot musiał być wybawiony, najlepiej już senny, a psy zmęczone, żeby w ogóle robić podejście do spotkań. Kiedy z Maciem przeszliśmy do fazy trzeciej, Cukier nadal tkwił w drugiej. Spotkania odbywały się osobno z Cukrem i osobno z Maciem, tak by jeden pies nie nakręcał drugiego. Faza trzecia obejmowała swobodne spacerowanie kota po części mieszkania, z oddzieleniem psa klatką kenelową. Pies cały czas widział, co się dzieje, jednak w razie chęci mordu, nie miał takiej możliwości. Tutaj znowu wygrywał Maciuszka, bardzo szybko doszedł do wniosku, że lepiej będzie, jak się walnie w klatce na kołderce i wyśpi 😉 Cukier jeszcze długo nie był w stanie wyjść z podziwu nad zjawiskiem nadprzyrodzonym jakim był Puszek. To, co jest warte podkreślenia, kot w żaden sposób nie podkręcał psów, zachowywał się, tak jakby czuł, że bierze udział w długim procesie i musi być grzeczny.

Kiedy przyszedł czas na puszczenie kota bez zabezpieczenia w formie klatki, siadaliśmy wszyscy (bez Apolonii, zapalników już i tak było nadto;)) na podłodze, tworzyliśmy coś w rodzaju kręgu na tyle blisko by w razie ataku Macka móc szybko zareagować. Było kilka sytuacji stresujących, kiedy Maciek w szybkim tempie doskoczył do kota i podniósł go nosem pod brzuch, ale tylko to. Kolejną zaletą Macia jest to, że jest on niesamowicie posłuszny, zawsze patrzy na mnie i czeka na odpowiedź. Wystarczy, że raz pokiwam palcem i on już wie, że nie może, nie sprawdza mnie dalej. Po pięciu tygodniach Maciek odpuścił zupełnie kotu, potrafił spać, wiedząc, że kot jest z nim w jednym pomieszczeniu, jednak nigdy sam na sam nie zostawali, zawsze pod naszym czujnym okiem.

Cukier jest zupełnie inny, jego postrzeganie świata diametralnie różni się od postrzegania świata przez Maciuszkę. On jest skrzywdzony, idealnie dla niego byłoby gdyby był w domu sam, bez innych zwierząt. Wymaga stałego zapewnienia, że jest kochany i potrzebny. To ze względu na niego i jego komfort, zależało nam na konkretnym charakterze kota. Jednak i na niego znalazłam sposób 😉 Od małego, ćwiczyłam z nim samokontrolę w zabawie np. że musi poczekać, aż pozwolę mu zjeść smakołyk, który leży przed nim. Teraz ta zabawa miała nam zapewnić wygraną. Czyli mamy kota swobodnie chodzącego pod naszą kontrolą z Cukrem, każde nawet najmniejsze samoistne odwrócenie się od kota było solidnie nagradzane, a kiedy kot podchodził patrzyłam na Cukra i mówiłam NIE normalnym tonem, kiedy ten odwracał się od kota znowu sporo smakołyków i nagroda słowna „Super Cukier, dobry pies” To zdanie jest dla niego magiczne, bardzo dobrze na niego działa i od razu się rozluźnia, jest substytutem smakołyków. Szybko zauważył zależność, luz z kotem=dużo smakołyków i radość mamy. To był też czas, kiedy dawałam mu wąchać kota bez ograniczeń, kot był u mnie na rękach, a Cukier wąchał go, za każdym razem słysząc „Super Cukier, dobry pies”. Widziałam jak bardzo się stara, byłam i jestem ogromnie dumna z niego. Doskonale wiem, ile wysiłku kosztowało go to wszystko.

Przez cały czas Cukier otrzymywał leki wyciszające od weterynarza i Aptus Relax, zużyliśmy też tonę smakołyków. Dostawał leki nie dlatego, że bardzo chcieliśmy mieć kota, ale po to by mógł spokojnie spać, wypoczywać bez stresu, zobaczyć świat w innym świetle. Kot miał się bardzo dobrze kojarzyć. Przy kocie działy się najlepsze rzeczy, ale nie zabawy, nic co by nie pobudzało psy. Kiedy pies był odgrodzony klatką od kota, dostawał kong lub Licki Matę, czyli również dobre skojarzenie. Oczywiście nie udałoby się nam, to wszystko gdyby nie psychiczne wsparcie Kudłatej Brygady, Anitka bardzo dziękuję za wsparcie w chwilach zwątpienia. Ewa za dobranie kota naszych marzeń i całodobowe wsparcie, analizowanie filmików z zachowań psów względem kota. Ania najlepszy psi psycholog, dzięki niej rozumiem zachowanie Cukierka. Była u nas podczas całego procesu, na bieżąco komentowała filmiki, podpowiadała i bardzo mądrze radziła. Największe podziękowania chyba należą się jednak mojej rodzinie Zuzi za odpowiedzialne podejście do zadania i mojemu kochanemu mężowi za wzięcie połowy odpowiedzialności za całą akcję. Od początku byliśmy w tym razem, to była nasza wspólna decyzja i razem ponosiliśmy jej konsekwencje. Teraz jest z nami Pusioł, a ja czuję, że nasz domowy krąg jest pełny, zamknięty…. na razie 😉

3 thoughts on “Mamy Kota i co teraz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *