SFINKSY

LitterLocker – Niezbędnik prawdziwego kociarza, czy fanaberia?

Kiedy do Plebiscytu Sfinksy zgłoszono pojemnik LitterLocker, produkt ten wydał mi się nietuzinkowy, nawet trochę dziwaczny. Pojemnik na kocie odchody? No proszę was, kto tego używa? Po chwili dotarło do mnie, że jestem ambasadorem i to do mnie należy, sprawdzanie i relacjonowanie użytkowania, a w konsekwencji rzetelna recenzja. Dlatego, postanowiłam go sprawdzić. Mieszkam w małym mieszkaniu i w sumie nie daleko mam do kosza na śmieci czy toalety, by wyrzucić nieczystości z kociej kuwety. Wydawało mi się, że tego typu „gadżet” bardziej sprawdzi się w domach, przy dużych metrażach, jednak w czasie użytkowania, wszystko się zmieniło.

Nowoczesny design LitterLockera można podkręcić jeszcze bardziej, zamawiając jedno z wielu wyjątkowych etui, dzięki którym nasz pojemnik dopasuje się do wnętrza. Nam przypadł klasyczny, biały. Pojemnik jest bardzo ładny i z pewnością można go bez wstydu postawić na widoku, mój stoi blisko kuwety. Razem z pojemnikiem w zestawie jest (wkład) siedmiowarstwowy worek foliowy, który nie przepuszcza nieprzyjemnych zapachów, gwarantując doskonałą ich izolację (skuteczność do 99,97%). Zamówienie dodatkowych wkładów nie jest niczym specjalnie trudnym, ani drogim, bo zestaw trzech to koszt rzędu około osiemdziesięciu złotych na pół roku użytkowania.

LitterLocker został rzucony na głęboką wodę i stanął w naszej sypialni 😉 Pomyślałam, że jeśli tu się sprawdzi, to bez wątpienia go wam polecę i będę wychwalać pod niebiosa. Dziecinnie prosta obsługa, początkowo sprawiała mi trudności jak sam montaż, ale tym się nie sugerujcie, zwyczajne wydrukowanie czegokolwiek z komputera to też niemalże mission imposible dla mnie 😉 Kiedy mój blond opanował banalny mechanizm, faktycznie okazało się, że jest fantastycznym urządzeniem. Po prostu wkładasz worek, robisz supeł na końcu i gotowe. Pełną izolację od zapachów gwarantuje coś w rodzaju zapadni, która oddziela kocie odchody od reszty. Przez ponad tydzień, wszelkie zanieczyszczenia z kuwety trafiały do LitterLockera, a w mojej sypialni nadal unosił się jedynie zapach moich perfum i romantyzmu. Opróżnienie kosza nie stanowi najmniejszych problemów, wystarczy przeciągnąć worek przez klips z rysunkiem nożyczek i ten się odcina, a ja mogłam bez przeszkód go zasupłać.

Świadomość, że tygodniowy worek z nieczystościami, trafił do specjalnego kosza, napawał mnie dumą. To się nazywa być EKO! Jestem totalnie zachwycona, jakością i samym pomysłem stworzenia pojemnika. To jest właśnie produkt, który zasługuje na nagrodę w Plebiscycie SFINKSY. Choć początkowo byłam sceptyczna i o mały włos w ogóle bym go nie testowała, teraz wiem, że jest to HIT. Nie mam pojęcia, jak żyłam bez niego, ale już wiem, że dalej przez kocie życie będziemy szli razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *