Cukierkowy lajf

Czy można przygotować dziecko na śmierć zwierzaka?

Czy na śmierć można w ogóle się przygotować? Jak często mówicie sobie patrząc na waszego pupila: nie wiem co zrobie, gdy Ciebie zabraknie, nie przeżyje tego. Niestety rzeczywistość okazuje się być bardzo brutalna, bo gdy dla was świat zdaje się walić on wcale nie zwalnia, nie zatrzymuję się nawet na chwile. Wszystko biegnie dalej swoim rytmem, jakby wasze cierpienie nie obchodziło nikogo. Doskonale znam te uczucie…

Nie należę do osób, które doceniają dopiero po stracie, staram się czerpać ile tylko się da z tego co jest tu i teraz. Kiedy w lutym dowiedziałam się, że dla Afery nie ma już ratunku, myślę że nie brałam tego na poważnie. Ten wyrok wydawał się być abstrakcyjny, bo przecież ona cały czas biegała i szalała, normalnie jadła. Gdyby nie to, że ten weterynarz był trzecim, który powiedział to samo, nie uwierzyłabym. Zupełnie spokojnie zadawałam szczegółowe pytania, nie płakałam u weterynarza w ogóle wtedy nie płakałam, nie miałam na to czasu. Mam naturę zadaniowca i chyba w miarę trzeźwo myślę w sytuacjach krytycznych. Moją głowę zaprzątały najróżniejsze specyfiki, które miały za zdanie przedłużyć życie mojej ukochanej suczki oraz myśl jak przygotować trzyletnią Apolonię na odejście jej ukochanego pieska.

Afera nie należała do łatwych psów, ale kochałam ją bez warunkowo. Kiedy na świat przyszła Apolonia, obawiała się jej reakcji najbardziej, bo nigdy nie należała do wielbicielek małych dzieci. Natomiast to właśnie Afera oszalała na punkcie Biba. Od samego początku uczestniczyła we wszystkich czynnościach pielęgnacyjnych, była przy niej niezwykle delikatna, wręcz matczyna. Jak zatem powiedzieć trzyletniemu dziecku, że twój piesek za chwile umrze? To zabrzmi okrutnie, ale najlepiej powiedzieć prawdę. Nie chciałam jej oszukiwać, wymyślać bajek, pomimo że jest mała nie zasługiwała na to. Dzieci mają swój własny świat, on jest absolutnie cudowny! Niemniej jednak żyją z nami i uczestniczą w naszym świecie, pełnym najróżniejszych doświadczeń, uczuć, odczuć, tych dobrych ale też i tych złych. To na nas dorosłych spoczywa obowiązek przygotowania ich do życia w świecie bez jednorożców i brokatu, gdzie po upadku zwyczajnie się umiera, a nie zaczyna grę od początku. Dlatego po powrocie do domu stopniowo opowiadałam Apolonii o chorobie Afery. Mówiła, że może się tak zdarzyć, że pewnego dnia już nie będzie jej z nami. Czasami płakała, a ja razem z nią. Mówiła, że nie chce, żeby Aferka odchodziła, że ją kocha. Wtedy najczęściej Afera zaczynała ją lizać 😉 Nie odrazu powiedziała, że ona umrze, Apolonia i tak by tego nie rozumiała. Najbardziej odpowiednią formą wydała mi się historia o drugim świecie, świecie zwierząt. Pamiętam jak Pola zapytała mnie „mamo, dlaczego ona musi iść?” Odpowiedziałam jej: Jest taki świat, świat zwierząt za tęczowym mostem. Tam wszystkie zwierzęta są zdrowe i szczęśliwe, a Ty chcesz żeby Aferka była zdrowa prawda? Tak, ale nie chce żeby tam szła. My już tutaj nie możemy jej pomóc, ale tak bardzo ją kochamy, że chcemy żeby była zdrowa, a tam będzie. W nocy na niebie będzie Cie oglądać i zawsze będzie przy Tobie. Stąd w ogóle wzięło się powiedzenie, że Afera poleciała na kosmos 😉

Od lutego do czerwca stan Aferki pogarszał się stopniowo, coraz więcej leków, coraz mniej spacerów. Zresztą część leków podawała jej Pola z ogromną czułością. Głaskała ją i naprawdę opiekowała się. Regularne wizyty u weterynarza, coraz większe dawki leków przeciwbólowych, to wszystko tylko miało przedłużyć jej życie, byłam świadoma, że przerzuty raka są wszędzie i nie ma dla niej ratunku. Robiłam kontrolne prześwietlenia by wiedzieć jak szybko postępuje choroba. Zależało mi tylko na tym by nie cierpiała. Kiedy 28 czerwca przyszło nam się pożegnać płakałyśmy wszystkie: Zuzia, Pola i ja. To podobno cudowne móc pokazać dziecku różne uczucia i poprzez swoje zachowanie nauczyć reagować na nie. Chyba nie nazwała bym tego czymś cudownym, bo pożegnanie Fifi było czyś traumatycznym wręcz, ale cieszę się, że mogła się z nią pożegnać. Sama decyzja o eutanazji była chyba najtrudniejszą decyzją w moim życiu. łatwo jest komuś mówić „po co męczyć psa” ale jeśli chodzi o waszego psa, no to już nie jest takie łatwe. W tamtym momencie ani ja, ani Zuzia, ani mój mąż nie byliśmy pewni, że robimy dobrze. W głowie jednak utkwiły mi słowa weterynarza „To najwyższy wyraz szacunku do zwierzaka pozwolić mu odejść z godnością” Z perspektywy czasu wiem, że to był dobry moment, że dalsze czekanie byłoby tylko dobre dla mnie, bo ona fizycznie by była. ale na pewno nie dla niej. Z nas obu wole, żebym to mnie bolało serce po stracie niż ją z powodu choroby.

Minęły już dwa miesiące, ale pamięć o niej jest w nas ciągle żywa. Oglądamy razem filmiki, zdjęcia, wspominamy. Apolonia często mówi, że tęskni za Aferką, odpowiadam jej wtedy, że Aferka napewno też tęskni za Tobą. Myślę, żę to zdarzenie jest jednym z moich małych, rodzicielskich sukcesów, udało mi się przeprowadzić małe dziecko przez tak trudne doświadczenie. Bardzo dużo dały nam wspólne rozmowy, czasami oglądanie zdjęć w milczeniu lub we łzach. Dzięki temu wszystkie złe emocje z nas wyszły, a zostały piękne wspomnienia i wdzięczność za dwanaście spędzonych razem lat. Jestem ogromnie szczęśliwa, że mogła uczestniczyć w życiu mojego psa, to oczywiste, że chciałabym aby żyła jeszcze conajmniej dziesięć lat, ale tak się nie da. Byłam przy niej kiedy była małym niesfornym szczeniaczkiem, poźniej kiedy była już dorosła i wtedy kiedy była seniorką. To ogromny dar móc być częścią czyjegoś życia, nawet jeśli tak krótko.

4 thoughts on “Czy można przygotować dziecko na śmierć zwierzaka?

  1. Dzisiaj mój pies cały czas wymiotuje, nawet wodą !! Ma pusty brzuszek, byliśmy u lekarza, podał leki…Ma 12 lat, choruje na kręgosłup… i tak sobie czytam ten post i sobie płaczę….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *